Wyrwani ze snu, szarości dni bez gór
Słońce o smaku czekoladowo bananowym
w upragnionej próżni, zawieszeni
wędrówkę rozpoczynamy zgubieniem map
droga niby celem, samym w sobie jest

Hop, hop kto przed nami do celu gna
nieważne dokąd, nieważne jak,
nieważna pora dnia… pokonamy siebie
kolejny raz – mój mały górski świat
w nim przyjaciele, towarzysze i moc

Kroczymy szlakami nieprzetartymi
udając że wiemy dokąd i jak …
puszka pogody w plecaku schowana
czeka w pogotowiu opakowana kocem
na wszelki wypadek – tak gdyby co

i co dalej jest za tym szczytem
czy widzisz, blask słońca zza drzew?
wznosimy się ku obłokom szarawym
powiew wiatru rozwiewa nam włosy

nie oglądamy się za się, bo to bez celu
podnoszę odwłok mimo kolejnych upadków
i niby to brak sensu, ale nie poddam się
czemu ? nie wiem – chodź ze mną sprawdź to.