Dzień tak krótki, że każda minuta bezcenna
noc tak szybka, upojna ciągle niedospana
ranek jak zwykle zbyt późno, wiadomo czemu
wieczór gdzieś pomiędzy drugą kawą a wiadomościami.

Maraton wyzwań, planów i głupich pomysłów
biegam podciętymi stopami, spełniam marzenia
bo jak inaczej miałbym żyć wśród tłumu ludzi
ranek, szybkie śniadanie, kawa i już mnie nie ma

W życiu piękne są tylko chwile – to już znam …
niedoścignione bywają wyroki losu, to tu to tam
i moja w tym głowa by kolejny dzień był lepszy
lepszy niż kolejne udręczone, niedospane sny

znów piję chyba na wesoło i, mimo wszystko nie łamie się
obok czekasz ty… aż skończę, wyciągając w górę dłoń
bo przecież niżej upaść się nie da …. a może da …
wytrwale jakbyś znała przyszłość… wspierasz

wstając nieobecnym wzrokiem spoglądam w świat
wyruszam na spotkanie zła, bo dobro już widziałem
wyruszam tam skąd przychodzą demony …
rozsiadają się: mają swoje wina i orzeski

mówią czas na zmiany …
właśnie wtedy, kiedy nie zamierzałem zmieniać nic
bo wszystko wydawało się takie w sam raz
Więc ginę w maratonie głupich pytań i wyzwań.

nie ostatni raz …