Archiwum dla Czerwiec, 2015

Od opętania do zwątpienia…

Kolejny raz tu wracam jak opętany – samotnością
nie boje się jej – taka już jej natura
wielkie oczy ma i kapryśna jak mało która
Ale mimo wszystko kusi swoim urokiem…

jutro wyznaczy nam nowy cel … nowe góry
samotny marsz przez śnieg – otulony muzyką
niezbadane szczyty, bezludnych wysp wyobraźni
ja pośród was wszystkich – człowiek pośród głazów.

Kamienna twarz wsłuchana w głośną ciszę przestrzeni
zmarnowana jej postura, oklapnięte jej ramiona
Samotność – taka pewna siebie, chce mnie wziąć
Ale kolejny raz się nie dam, bo nie …

coś pomaga mi tu trwać – nie wiem co, może ty…
świadomość bycia kimś, a może nieświadomość bycia
że niby jak żyć, gdy świat pędzi, nie czeka
może poranny sztach powietrza, może łyk wódki

natchnienie, perspektywa gór, ciągle do przodu
niosą mnie stopy, na kraniec świata, ja i ty
motyl i łzy, krokodyl i ćmy, widzisz w tym sens ?
ostatnie westchnienie, tak – ty to tylko wspomnienie.

Zdobyć natchnienie …

Czasem wielki talent wymaga wielkich poświęceń, a czasem przychodzi sam. Nie powiem tu jak to było ze mną, bo nie mam talentu wiec o czym tu mówić. No może mam trochę wyczucia. Pytanie czy to w ogóle istotne … zawsze w mojej głowie zapala się czerwona lampka gdy zaczynam pisać. Taka sygnalizacja zawróć źle jedziemy, chociaż osobiście wolę komunikat zawróć w lewo , zakładając ze moje lewo to i twoje lewo. To może jednak ja pojadę tym razem w prawo. Tak dla odmiany żeby nie było nudno. I tak właśnie zrobiłem, dla odmiany postanowiłem naładować baterie. To nie do końca łatwe ale nikt nie mówi że to trudne…

Tak więc ładowanie baterii zacząłem od wycieczki w Beskidy w długi weekend czerwcowy zrobienie 65km po rocznej przerwie sprawiło mi wiele radości i jednocześnie przypomniało ja bardzo to kocham…
W całym życiu przeszkadza ludziom głównie praca więc jednak po wycieczce wróciłem do pracy, niektórzy odpoczywają od gór w pracy inni w górach odpoczywają od pracy. W natłoku spraw codziennych czas szybko zleciał i wybiła godzina spływu kajakowego. Od 19 – 21 spłynąłem Pilicą 38km mając za balast księżniczkę pierwszy raz siedzącą na kajaku. Pracując nad swoją kondycją zupełnie nie zauważałem jej obecności. Rzeczywistość kolejny raz mnie dopadła udowadniając że jednak do pracy się wraca – wiec i praca zafundowała mi wycieczkę. W taki oto sposób 3 dni spędziłem w Wrocławiu w ciągłym szumie pracując ciężko na chleb zapijając go kilkoma piwami.

I oto nastał dzień dzisiejszy, dane było mi go dożyć … licząc na kolejne abstrakcyjne powody do radości. Plecak już spakowany za 6h do pracy za 14h wyruszę w świat chłonąć energię gór i wszechogarniającej przyrody. Pieniny już chłodzą dla mnie piwo :) … Jak Bóg da wrócę w niedzielę i pakując szybko walizki ok poniedziałku, wtorku czeka mnie wycieczka do Białegostoku . liczę na przyjemne doznania, aczkolwiek jak to bywa z służbowymi wyjazdami – kto to może wiedzieć :D co się będzie działo. Podobno z stamtąd się wraca, tak wiec kończąc ten cudowny miesiąc, a właściwie zaczynając miesiąc mych narodzin, w planie jest jeszcze wypad w Tatry Zachodnie z całą ekipą pokopanych pozytywnie ludzi :). Nie wiem co mi się jeszcze wymyśli do końca lipca. Ale swoje urodziny i to te najmniej fajne bo 30 zamierzam spędzić na Woodstocku.

Tak oto ja znów poczułem że żyje … fakt nie moja to zasługa, a ludzi i świata dokoła, ale dziękuję bo tęskniłem za samym sobą.
:)