Tam własnie was szukam…

Gdzieś jest – świat w którym was poznałem
trochę zamalowany, nieokiełznany absurdalny
świat kolorów, barw, tęczowych dźwięków
niejednostajnych dróg, nieprzebytych ścieżek

tak właśnie tam, tam gdzie wszystko się zaczyna
na końcu drogi, za zakrętem magicznych dni
wiem bywam tam czasem, w dole niebanalnego zła
odnajdując to co najlepsze, w życiu – przyjaźń

codzienność życie w biegu, niezwykłość zdarzeń
zapaćkanych barwami szczęścia, niewyobrażalnie mdłymi
kolejność obliczeń, zaburzenie prawidłowości – utrwalenie
to tylko ja – ostatkiem sił przenikam,poznanie – wczas…

„Czarne słońce „

Skłamałbym mówiąc nie piję jestem trzeźwy
fałsz co krok, jutro przestanę, wytrzeźwieje
każdy dzień odlicza, czas do końca męki
mimo iluzji nieśmiertelności i tak nie wierze
dlaczego ciągle oddycham, dlaczego tu trwam ?

Siewca pozytywnego fermentu, tak o mnie mówią
pozytywnie pesymistyczny, przesadnie szczery
zło wcielone nafaszerowane pierwiastkiem dobra
za górami za lasami takiego nie widzieli
to właśnie cały ja, spuściłbym to w kibel

zainspirowany głupotą, obdarzony bezsilnością
otwieram książkę, tonę w iluzji bo jak żyć ?
czekając na sen, życie nam przemija nieskończone
stoimy w dali jak obserwatorzy nie mający zdania
w strachu obawiamy się wszystkiego…. dobrego

bo nowe nie znaczy złe …
bo wyjście z strefy komfortu zawsze jest trudne
bo zawsze znajdziemy wymówkę
bo jutro nie wstanie „czarne słońce” zakatrupmy je
bo dziś jest nowy dzień, nasza szansa !

http://167.114.226.27/w640/fbl-2011/201106/95318202/czarne-slonce.jpg

Minimalistycznie sfrustrowany

Wojownicy bez imienia, pozornie nieistotni
ja, ty, my, wy…oni – ale kogo to obchodzi
być może ostatni,z pośród wielu wybranych
być może jedyni którzy widzą prawdę

pozostający przy życiu, ale wegetujący
oddychający, zatruci powietrzem, genami
zatruci tchórzostwem, brakiem własnego zdania
dla mnie to już nie ma znaczenia – banalnie prawdziwi

przyjaciele, wrogowie – zdrajcy, sprzymierzeńcy
walczymy niby o to samo, ale jakoś inaczej…
krok przez mgłę stawiając,błądzimy w cieniu
skorumpowani, zastraszeni – bezsilni, przytłoczeni

niemożność sprzeciwu, nie świadomość wyboru
brak ducha walki, niechęć do codzienności
egoistyczna obojętność trapiąca świat
minimalistycznie, szukam pozytywów – bezskutecznie

Niewolnicy systemu !! Obudźcie się !!
To nie czas na wojny domowe…
To nie czas na odmienne poglądy,
Czas na zjednoczenie sił !

Wspominając tych którzy odchodzą zawsze ogarnia mnie nostalgia, niezależnie od całokształtu mojego bytu znikam i pojawiam się tu co jakiś czas…
Tak dziś chcę wspomnieć wszystkich tych za którymi tęsknię … mimo iż niektórzy są poniekąd blisko a jednak daleko, a inni są zupełnie w innym świecie a mam wrażenie że ciągle są blisko.
Nie wielu ludzi zrozumie jak to jest – gdy zawodzi się osoby które wierzą w nas ślepo, a jeszcze mniej zrozumie jak to jest gdy, trzyma się kogoś przy życiu swoja nadzieją, wiarą a potem się zawodzi.
Dzień nostalgiczny tak wiec wspomnę Tosię bo jej postać ciągle nie daje mi spokoju – zawiodłem.

„Bo słowa wielką mają moc gdy ktoś w nie wierzy”

Czasem nasza wiara ma tak ogromną moc że może uzdrawiać – tak mawiają – tak czasem w to wierzę.
Tak więc Tosiu – > pewnie nie czytasz ale ja ciągle wierzę bo nic innego mi nie pozostaje….

Pozostałych nie wspomnę z imienia – bo są ważni dla mnie. Lecz pamiętam o nich z uśmiechem lub łzą w oku.
Idąc dalej przecieram szlaki wspomnień rzeczywistych w otchłaniach, tam już byłem czas by iść tam gdzie ktoś na nas czeka.

Tosiu tradycyjnie muzyka dla ciebie >>

nie napisane za wczas :( …. z serii chciałem napisać ale nie wyszło …

Wyznanie wariata

wznoszę się stopniowo, szaleństwo dla niepoznaki
jedyne takie upośledzenie, a tyle optymizmu
nie zawsze rozumiem, ale czy to ważne ?
nie pytany, nie odpowiadam – bo po co ?

upadam, potknięcie , by znów się podnieść
przerwane na chwilę działanie, wstanę, pójdę
tak, ale niby jak ?, może ostatni łyk tryumfu
tak, słoneczny promyk na horyzoncie tła

kropla potu na czole, potęguje zmęczenie
wyimaginowane tęsknoty, nierealnie względne
może to koszmary, złe sny czy inne paranoje
może to wyobraźnia wariata, naćpana kolorami

lecę niesiony wiatrem inspiracji i natchnienia
abstrakcyjna moc twórcza, stymulacja mózgu
jak długo to potrwa ? może dzień lub dwa
jak mogę w tym trwać? czy to się w ogóle da?

nigdy, nie zapomnę z kim i jak tu dotarłem
nigdy nie mów nigdy – to się mści
więc tylko nie zapomnę – taką mama nadzieje
słonecznego poranka,wiatru i blasku twych oczu

http://i1.pudelekx.pl/1aaf33861448696f1121a3fa985426530bc62b22/zawsze-jest-ten-jeden-wariat-png

Tak urodzinowo :) pisze chociaż jakoś tak rzadziej… pozdrawiam
tych co pamiętają ;X

Wyrwani ze snu…

Wyrwani ze snu, szarości dni bez gór
Słońce o smaku czekoladowo bananowym
w upragnionej próżni, zawieszeni
wędrówkę rozpoczynamy zgubieniem map
droga niby celem, samym w sobie jest

Hop, hop kto przed nami do celu gna
nieważne dokąd, nieważne jak,
nieważna pora dnia… pokonamy siebie
kolejny raz – mój mały górski świat
w nim przyjaciele, towarzysze i moc

Kroczymy szlakami nieprzetartymi
udając że wiemy dokąd i jak …
puszka pogody w plecaku schowana
czeka w pogotowiu opakowana kocem
na wszelki wypadek – tak gdyby co

i co dalej jest za tym szczytem
czy widzisz, blask słońca zza drzew?
wznosimy się ku obłokom szarawym
powiew wiatru rozwiewa nam włosy

nie oglądamy się za się, bo to bez celu
podnoszę odwłok mimo kolejnych upadków
i niby to brak sensu, ale nie poddam się
czemu ? nie wiem – chodź ze mną sprawdź to.

Wspaniałe dni …

Dzień tak krótki, że każda minuta bezcenna
noc tak szybka, upojna ciągle niedospana
ranek jak zwykle zbyt późno, wiadomo czemu
wieczór gdzieś pomiędzy drugą kawą a wiadomościami.

Maraton wyzwań, planów i głupich pomysłów
biegam podciętymi stopami, spełniam marzenia
bo jak inaczej miałbym żyć wśród tłumu ludzi
ranek, szybkie śniadanie, kawa i już mnie nie ma

W życiu piękne są tylko chwile – to już znam …
niedoścignione bywają wyroki losu, to tu to tam
i moja w tym głowa by kolejny dzień był lepszy
lepszy niż kolejne udręczone, niedospane sny

znów piję chyba na wesoło i, mimo wszystko nie łamie się
obok czekasz ty… aż skończę, wyciągając w górę dłoń
bo przecież niżej upaść się nie da …. a może da …
wytrwale jakbyś znała przyszłość… wspierasz

wstając nieobecnym wzrokiem spoglądam w świat
wyruszam na spotkanie zła, bo dobro już widziałem
wyruszam tam skąd przychodzą demony …
rozsiadają się: mają swoje wina i orzeski

mówią czas na zmiany …
właśnie wtedy, kiedy nie zamierzałem zmieniać nic
bo wszystko wydawało się takie w sam raz
Więc ginę w maratonie głupich pytań i wyzwań.

nie ostatni raz …

Wolność

Gra wantów na wietrze, portowe fałów wydźwięki
uspokajająca tonacja, pływająca na żaglach
to znów ja pośród fal, to znów ja pośród gór
zdarte podeszwy do kości, grzane piwo na rozgrzewkę
schroniskowe przygody, dziwnej treści opowieści

Żeglarz, murarz, tynkarz, akrobata, łazik
człowiek od zadań specjalnych, czy coś takiego
taki sobie ja pośród takich oto was
z uśmiechem, to z łzami w oczach
przemierzam czas w szerz i wzdłuż

dźwigając balast minionych lat
dźwigając brzemię niedosytu i tęsknoty
lgnę jak ćma do lampy, oślepiony blaskiem
znów się parząc, lecz nie poddając się
trwam stojąc naprzeciw ludziom, pod prąd

ratunkowym węzeł wokół szyi zaciśnięty
teraz już tylko dopłynąć do brzegu
wejść na kilka szczytów góry
zobaczyć poza oczywistymi granicami
uśmiechnąć się przeznaczeniu w twarz

i iść do przodu, ciągle iść…. :)

Kolejna odsłona niebytu

Cisza … odwieczny sprzymierzeniec i wróg zarazem
tyle razy nastrajał do złego i kierunkował ku dobremu
ciszą … koiłem nie raz smutki zapijając butelką wódki
wielokrotnie oderwany od rzeczywistości, taki sobie ja

mrok … nieokiełznany, niepokonany od lat kompan w piciu
wody … piwa, jak ty dziwnie wymawiasz słowo wódka:D
mrok … zwariowany, nawiedzony w swej prostocie szaleniec
kroczący między nami .. że niby kto ? ze ja ? że co?

trudna kalkulacja …2,4,6,10 i jeszcze 9 bo to ulubione
na dokładkę poślizg na wazelinie…
gdzie mnie znalazłeś ? ciągle myślisz: przypadek ?
tak : złudzenie, kiepska optyka ,a może czary.

I jeszcze chwila zatracenia w niebycie ciszy
dotyk diabła wyczuwalny w oddechu aniołów
diabeł a kto to taki ? właściwie nie znam gościa.
Bóg to chyba ten drugi, a może źle celuje…

Ostatnia droga, ostatnie spojrzenia
wędrówka aleją gwiazd, a może to cmentarz
gdzieś umarły ideały, pozostały niewypały
a ty niby z uśmiechem, mówisz mi idź spać gamoniu

:)

Noc – a nocą gwiazdy
Słonce świeci za dnia
góry, chmury, drzewa
drogi trawa krzewy
wszystko raduje się

Noc – ja obok ciebie
przytulam cie mocno
zasypiam spokojny
dokoła cisza błoga
przesiąknięta uśmiechem

Dobra aura

Wędrując po Tatrach, (w ogóle po górach) często, a prawie zawsze los daje mi poznać nowych ciekawych ludzi.
I tym razem też tak się stało :), jak to kiedyś ustaliliśmy wspólnie z Leną ;p ludzie gór zawsze się dogadają :) (Lena czekam)
No więc przygoda: koczując w schronisku doliny pięciu stawów, poznałem przypadkiem ciekawą Kobietę. Mógłbym tu wiele rzeczy o niej napisać bo sporo rozmawialiśmy, ale w sumie z punktu widzenia tego bloga jedno jest istotne. Gdzieś w wszystkich informacjach jakie wymieniliśmy, uświadomiła mi bardzo prostą rzecz. Mam nadzieję ze dobrze zacytuję” Moja filozofia życia zakłada że wszechświat daje nam w danym momencie dokładnie to czego najbardziej potrzebujemy…” koleżanka powtarzała to zdanie kilka razy i bardzo dobrze bo myślę że za pierwszym razem nie dotarło.
Gdy się tak nad tym zastanawiam – to właśnie tak jest …
Ja potrzebowałem rozmowy z nią, dostrzeżenia tego jak wiele mam, jak wspaniałych mam przyjaciół i co naprawdę jest ważne co dnia… i to dostałem właśnie od niej.
A ona potrzebowała dostrzeżenia że właśnie ta magia przyjaźni istnieje. Chociaż pewnie nie tylko.

Za którymś razem gdy powtarzała to zdanie, lekko zamroczony piwem powiedziałem:” Racja wszechświat daje nam dokładnie to czego potrzebujemy – ale większość z ludzi tego nie widzi i nie umie wykorzystać”
Ja nie widziałem wielu rzeczy, pewnie wielu ciągle nie widzę…
Ale jedno jest pewne :) Każda kolejna osoba którą poznaje – pomaga mi w odnalezieniu siebie…
Więc potwierdza to że wszechświat daje mi dokładnie to czego potrzebuje:)
pozdrawiam

Od opętania do zwątpienia…

Kolejny raz tu wracam jak opętany – samotnością
nie boje się jej – taka już jej natura
wielkie oczy ma i kapryśna jak mało która
Ale mimo wszystko kusi swoim urokiem…

jutro wyznaczy nam nowy cel … nowe góry
samotny marsz przez śnieg – otulony muzyką
niezbadane szczyty, bezludnych wysp wyobraźni
ja pośród was wszystkich – człowiek pośród głazów.

Kamienna twarz wsłuchana w głośną ciszę przestrzeni
zmarnowana jej postura, oklapnięte jej ramiona
Samotność – taka pewna siebie, chce mnie wziąć
Ale kolejny raz się nie dam, bo nie …

coś pomaga mi tu trwać – nie wiem co, może ty…
świadomość bycia kimś, a może nieświadomość bycia
że niby jak żyć, gdy świat pędzi, nie czeka
może poranny sztach powietrza, może łyk wódki

natchnienie, perspektywa gór, ciągle do przodu
niosą mnie stopy, na kraniec świata, ja i ty
motyl i łzy, krokodyl i ćmy, widzisz w tym sens ?
ostatnie westchnienie, tak – ty to tylko wspomnienie.

Zdobyć natchnienie …

Czasem wielki talent wymaga wielkich poświęceń, a czasem przychodzi sam. Nie powiem tu jak to było ze mną, bo nie mam talentu wiec o czym tu mówić. No może mam trochę wyczucia. Pytanie czy to w ogóle istotne … zawsze w mojej głowie zapala się czerwona lampka gdy zaczynam pisać. Taka sygnalizacja zawróć źle jedziemy, chociaż osobiście wolę komunikat zawróć w lewo , zakładając ze moje lewo to i twoje lewo. To może jednak ja pojadę tym razem w prawo. Tak dla odmiany żeby nie było nudno. I tak właśnie zrobiłem, dla odmiany postanowiłem naładować baterie. To nie do końca łatwe ale nikt nie mówi że to trudne…

Tak więc ładowanie baterii zacząłem od wycieczki w Beskidy w długi weekend czerwcowy zrobienie 65km po rocznej przerwie sprawiło mi wiele radości i jednocześnie przypomniało ja bardzo to kocham…
W całym życiu przeszkadza ludziom głównie praca więc jednak po wycieczce wróciłem do pracy, niektórzy odpoczywają od gór w pracy inni w górach odpoczywają od pracy. W natłoku spraw codziennych czas szybko zleciał i wybiła godzina spływu kajakowego. Od 19 – 21 spłynąłem Pilicą 38km mając za balast księżniczkę pierwszy raz siedzącą na kajaku. Pracując nad swoją kondycją zupełnie nie zauważałem jej obecności. Rzeczywistość kolejny raz mnie dopadła udowadniając że jednak do pracy się wraca – wiec i praca zafundowała mi wycieczkę. W taki oto sposób 3 dni spędziłem w Wrocławiu w ciągłym szumie pracując ciężko na chleb zapijając go kilkoma piwami.

I oto nastał dzień dzisiejszy, dane było mi go dożyć … licząc na kolejne abstrakcyjne powody do radości. Plecak już spakowany za 6h do pracy za 14h wyruszę w świat chłonąć energię gór i wszechogarniającej przyrody. Pieniny już chłodzą dla mnie piwo :) … Jak Bóg da wrócę w niedzielę i pakując szybko walizki ok poniedziałku, wtorku czeka mnie wycieczka do Białegostoku . liczę na przyjemne doznania, aczkolwiek jak to bywa z służbowymi wyjazdami – kto to może wiedzieć :D co się będzie działo. Podobno z stamtąd się wraca, tak wiec kończąc ten cudowny miesiąc, a właściwie zaczynając miesiąc mych narodzin, w planie jest jeszcze wypad w Tatry Zachodnie z całą ekipą pokopanych pozytywnie ludzi :). Nie wiem co mi się jeszcze wymyśli do końca lipca. Ale swoje urodziny i to te najmniej fajne bo 30 zamierzam spędzić na Woodstocku.

Tak oto ja znów poczułem że żyje … fakt nie moja to zasługa, a ludzi i świata dokoła, ale dziękuję bo tęskniłem za samym sobą.
:)

Odpływam, szaleje, wariuje

Upajam się dźwiękiem
każda nuta przeszywa mą dusze
omamiony hipnotycznie
odpływam

znów czuję ślad dziecka
który pozostał we mnie
z tamtych lat
szaleje

resztką wariackiej finezji
wirujący świat tęczy
kolorowych barw
wariuje

Wyrok

Skazany na samotność, uśmiecham się do kata
oczy jego smutne, niewzruszone myśli
ja sam na placu straceń, a może to sen?
zapada wyrok, bez słów przyjmuję na klatę
ostatnie życzenie – chcę spocząć w górach.

gdzie jesteś? – gdy wypowiadam twoje imię
rozglądam się po tłumie, brak znajomych twarzy
na pożegnanie łapie się na głupocie sytuacji
jeszcze raz chce zobaczyć wschodzące słońce
fotograf rozstawia statyw, by uwiecznić koniec

Kilka chwil mija, cisze przerywa flesz aparatu
upadam z łzą w oku, dostrzegając twoją twarz
ostatnia myśl – Boże pozwól się obudzić…
zaciemnia się obraz, pulsuje w konwulsjach
przeraźliwy wrzask budzika – uff, to tylko zły sen.

ale czy na pewno?


…nie zapominaj o tym ….